natrząsa.

Widzę, jak przemyka się przez dziurę w ogrodzeniu i idzie na parking. Nadal ma szerokie
wyczuła, że ją śledzi, starała się go zgubić, nikła między innymi samochodami, zjeżdżała z
– Najwyższy czas – stwierdził Bentz.
– Brzmi coraz bardziej niesamowicie. Byłem w San Juan Capistrano. Kilka razy. W
podziękowaniu nauczycielki Hayes podbiegł do sceny z bukietem, który kupił w
powodem jej gniewu jest właśnie Fernando.
akurat teraz? Widzi duchy, wprowadza zamęt? Sukinsyn zostawił mnie z całym syfem.
uspokoiła. Odpłynęła trochę i niemal wjechała w inny samochód. Kierowca zatrąbił głośno.
Montoya uznał, że więcej się od niej nie dowie, a nie chciał zwracać na siebie uwagi,
Jeździli tam z Jennifer, aż za starą latarnię morską. Wiele godzin spędzili, spacerując po
ją strach. Mocno zacisnęła palce na słuchawce. - Myślą, że byłam tej nocy u Josha. Nie mówili zbyt wiele, ale zdaje mi się, że nie wierzą w samobójstwo. Uważają, że ktoś go zabił. Chociaż tego nie powiedzieli, dałabym głowę, że jestem główną podejrzaną i... i... potrzebuję prawnika, Boże, nic nie pamiętam i... - Caitlyn! Weź się w garść! - warknęła Amanda, a potem dodała łagodniej: - Przepraszam, ale śmiertelnie mnie przeraziłaś i nie bardzo rozumiem, o co chodzi. Weź kilka głębokich wdechów i zacznij jeszcze raz, dobrze? Od początku. Powiedz, co się dzieje. Zacznij od przyjazdu policji. Opowiedziała wszystko po kolei. Gdy przypomniała sobie zimny, przenikliwy wzrok detektywa Reeda i swoje mętne odpowiedzi, obezwładnił ją porażający strach. Ten sam, który towarzyszył jej, odkąd obudziła się w sypialni wymazanej krwią, tyle że teraz uderzył z całą siłą. Zadygotała. Boże, oskarżając śmierć Josha, a ona nawet nie pamięta, co robiła tej nocy. - Nie powiedzieli wprost, ale... jestem pewna, że mnie podejrzewają. - Przecież myśleli, że to samobójstwo? Podobno Josh zostawił list pożegnalny... chyba tak było? - Policji to jakoś nie przekonało... może myślą, że zabójca zostawił list... O Boże, sama nie wiem. - Może nie jest tak źle, jak nam się wydaje - zauważyła trzeźwo Amanda. - No to mnie pocieszyłaś, bo dla mnie wygląda to cholernie źle. - Wiem i skłamałabym, gdybym powiedziała, że na pewno nie jesteś podejrzana. Może i jesteś główną podejrzaną, ale na pewno nie jedyną. Prawdę mówiąc, nie wierzę w to, co powiedział Reed o zawężaniu kręgu podejrzanych. Myślę, że koncentrują się na tobie. - Przed chwilą powiedziałaś, że nie jest tak źle. - Musimy po prostu przypomnieć im, że są jeszcze inni podejrzani. Przygotuj swoją wersję wydarzeń i alibi. - Alibi? - zapytała z niedowierzaniem. - Chcesz, żebym kłamała? - Oczywiście, że nie. Nie dorzucajmy do możliwych oskarżeń jeszcze krzywoprzysięstwa. Znam kilku dobrych obrońców w sprawach kryminalnych, takich, których nie chciałam spotkać na swojej drodze, gdy pracowałam w biurze prokuratora okręgowego. Cenią się, ale są warci pieniędzy, jakich żądają. - Obrońcy w sprawach kryminalnych - powtórzyła Caitlyn, jeszcze nie dowierzając, że będzie musiała skorzystać z ich usług. Znów zerknęła w lustro i zobaczyła swoje odbicie - zmęczona, wyczerpana, śmiertelnie przerażona kobieta. - W porządku, podaj mi ich nazwiska. - John Ingersol. Jest fantastyczny. - Caitlyn zanotowała nazwisko na odwrocie koperty. - I Marvin Wilder. A jeśli wolałabyś kobietę, to Sondra Prentiss z Atlanty też jest świetna. Wszystko zależy od tego, czy będą mieli czas. Wiesz co? Ty nic nie rób, strzel sobie kielicha, może ci trochę ulży, a ja zadzwonię do nich jutro rano. I na razie nie rozmawiaj z policją, dobrze? - A jeśli tu wrócą? - Nie rozmawiaj z nimi. Powiedz, że nie będziesz odpowiadać na pytania bez adwokata. - Dobrze. - Poczuła się trochę lepiej. - Chcesz, żebym przyjechała dzisiaj do ciebie? - zapytała Amanda. - Ian wyjechał, miałam właśnie przejrzeć zeznania, ale mogę to zrobić później. - Dziękuję, ale nic mi nie będzie.
Za kilka godzin zobaczy się z Bentzem i przekaże mu tę nowinę.
Ustawiono je koło szafy, wyjęto szuflady, na porysowanym blacie stał jeszcze stary
– Świetnie.


sumy na podobną okoliczność.

Nie poddawaj się!
usłyszała dzwonek do drzwi.
Biedny Hayes, pomyślała O1ivia. Wykiwała go. W kółko powtarzał Bentzowi, że był

– Wyjmij go i połóż przy łóżku.

i szyderstwa. O tak, Alec prędzej czy później posmakuje jej zemsty.
- To brzmi groźnie. - Bella próbowała się uśmiechnąć.
- Pozwól mi zostać, ojcze - poprosiła Parthenia, zapalając świecę w bibliotece, gdzie

Naprawdę jej odbiło. Przepełniały ją nienawiść i chęć zemsty.

odwracając się na pięcie i wychodząc z pokoju.
- Cóż, Alice pewnie na mnie czeka.
rogu. Spytała Forta, co on oznacza.